Ukryj komunikat X TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności
Ferrari

Ferrari Katowice

Ferrari wraca w wielkim stylu na Le Mans po 50 latach

Pierwszy kontakt z Ferrari 499P - oto czym i dlaczego legendarny zespół wróci na 24h Le Mans po 50 latach przerwy.

W lutym 2021 roku Ferrari podało informację, która zelektryfikowała fanów, ale i dała im poważną zagwozdkę. Legendarny zespół wraca do topowej klasy wyścigów długodystansowych! To zrodziło pytania: Czym? Dlaczego akurat teraz? I jakie ma szanse na zwycięstwo? Odpowiedzi na nie uzyskałem podczas premiery modelu na Finali Mondiali 2022.

Autor: Mateusz Żuchowski 

Dziś być może już nawet kibice tego włoskiego zespołu nie pamiętają, że swego czasu Scuderia Ferrari była największą siłą w 24h Le Mans. Najsłynniejszy wyścig długodystansowy świata w klasyfikacji generalnej wygrała dziewięciokrotnie, co dziś daje jej tytuł trzeciego najbardziej utytułowanego producenta aut w historii pod tym względem.

Jest to mało pamiętany fakt, jako że ostatnie z tych zwycięstw miało miejsce w roku 1965 (i tak naprawdę zasługuje ono na oddzielny tekst – to była najdziwniejsza, do tej pory niejasna do końca wygrana Ferrari). Wtedy to Włosi wygrali z rodzącą się potęgą Amerykanów z Forda. Potem jeszcze kilkukrotnie byli blisko pokonania ich i Matry, ale nigdy nie powrócili na najwyższy stopień podium.

W końcu Enzo Ferrari doszedł do wniosku, że jego nadal stosunkowo niewielki zespół nie jest w stanie zachować wystarczającego poziomu konkurencyjności na wszystkich najważniejszych frontach wyścigowych na świecie i podjął decyzję o wycofaniu swojego zaangażowania z długich dystansów na rzecz skupienia się na Formule 1. To był 1973 rok.

W czerwcu 2023 r. – równo 50 lat od tamtego wyścigu i 100 lat od pierwszej edycji 24h Le Mans – Ferrari powróci do walki o główną nagrodę. Na linii startowej pojawią się dwa czerwone bolidy z nowej klasy Hypercar o numerach startowych 50 i 51, które odwołują się do tej rocznicy i liczby, która wyjątkowo często pojawiała się na wygrywających tu autach z Maranello.

Odwołań do historii sprzed pół wieku znajdzie się wiele więcej. Swoim malowaniem – a nawet nazwą – 499P nawiązuje do Ferrari 312 PB, czyli właśnie ostatniego modelu zespołu, który walczył o laur zwycięstwa w Le Mans. Nowa broń Włochów w 24-godzinnym klasyku będzie się wyróżniać w stawce podobną czerwienią poprzecinaną żółtymi pasami. Oznaczenie cyfrowe 499P z kolei zgodnie z tradycją marki wskazuje na pojemność skokową jednego cylindra wyrażoną w centymetrach sześciennych. Zostaje jeszcze literka P, wskazująca na prototyp (czyli nie jest to bazująca na modelu drogowym konstrukcja klasy GT).

Tak dokładniej to 499P przystąpi do rywalizacji w Długodystansowych Mistrzostwach Świata WEC (którego 24h Le Mans jest jedną z rund) w nowej klasie Hypercar, od niedawna następcę LMP1. Nowa formuła opracowana przez FIA wraz z francuską organizacją ACO oraz jej amerykańskim odpowiednikiem odpowiedzialnym za wyścigi długodystansowe po drugiej stronie Atlantyku IMSA okazała się strzałem w dziesiątkę.

Do bardzo ograniczonej w ostatnich latach stawki, która ograniczała się praktycznie tylko do Toyoty oraz malutkiego zespołu amerykańskiego miliardera (i znanego kolekcjonera Ferrari) Jima Glickenhausa, już w 2023 roku obok Ferrari dołączą takie sławy jak Peugeot, BMW i Cadillac, a w roku 2024 ich śladami pójdzie Lamborghini i Alpine.

Głównym powodem, dla którego topowa klasa 24h Le Mans tak odżyła, jest atrakcyjnie wyliczony koszt budowy samochodu zgodnego z nowym regulaminem. Konstrukcje typu LMH są już tańsze od LMP1, a do gry można się włączyć z jeszcze znacząco mniejszym budżetem, jeśli uczestnik zdecyduje się na udział samochodem typu LMDh.

Teoretycznie będzie miał on takie same szanse na wygraną, jako że organizatorzy wyścigu zamierzają je zrównać z pomocą przepisów Balance of performance. Tymczasem w tym przypadku korzysta się z gotowego podwozia przygotowanego przez jednego z czterech poddostawców i elektrycznej części hybrydowego układu napędowego. Z tej okazji skorzystało szereg nawet dużych marek pokroju Porsche, BMW i Lamborghini, ale Ferrari (podobnie jak Toyota i Peugeot) poszły drogą zbudowania samochodu całkowicie samodzielnie.

Antonello Coletta, dyrektor zajmującego się wyścigami samochodowymi działem Attività Sportive GT twierdzi, że to była dla Ferrari jedyna naturalna decyzja. – Jesteśmy producentem samochodów wyścigowych, więc do Le Mans możemy powrócić tylko z samochodem opracowanym w całości przez nas. To daje nam przewagę pełnej kontroli nad wszystkimi obszarami projektu auta oraz cenne doświadczenie, które zamierzamy wykorzystać przy rozwijaniu naszych kolejnych modeli drogowych. W przypadku Ferrari ten transfer technologiczny zawsze jest bardzo duży i ważny. To on był też jednym z głównych motywatorów dla naszego powrotu do czołowej klasy wyścigów długodystansowych – relacjonuje mi Coletta.

Naszą rozmowę prowadzimy w jednym z garażów na torze Enzo e Dino Ferrari w Imoli, który fanom powinien być znany jako arena wyścigów Formuły 1, a w ten jeden weekend naszego spotkania – dorocznego święta Ferrari o nazwie Finali Mondiali. Na wydarzeniu tym włoski zespół wyścigowy podsumowuje swoje dotychczasowe plany i przedstawia kolejne na następny rok. Było to więc idealne miejsce na przedstawienie 499P oraz kolejnej przyszłej gwiazdy wyścigów – modelu Ferrari 296 GT3.

Włosi prezentują mi ich reprezentanta w klasie Hypercar na tajnej prapremierze na kilka godzin przed światowym debiutem tego modelu. Podczas gdy po drugiej stronie drzwi po padoku przechadzają się nieświadomi fani, a na torze szaleje kilkadziesiąt sztuk wartych miliony sztuk modeli FXX, 599XX i FXX-K, ja próbuję wchłonąć jak najwięcej z następnej ikony wyścigów z Maranello.

Póki co stoi przede mną przykryta płachtą, co przenosi moją uwagę na wymiary tego auta. Moja pierwsza myśl – to kawał ogromnego auta! Zgodnie z obowiązującymi przepisami klasy, nadwozie musi mierzyć całe 5 m długości i 2 m szerokości, a rozstaw osi 3,15 m. To gabaryty godne siedmioosobowego SUV-a. 499P mierzy przy tym jednak około 1,1 m wysokości i waży 1030 kg.

Gdy płachta opada to samo dzieje się też z moją szczęką. To imponujący, absolutnie nieziemski bolid. W jego projektowaniu brał udział Flavio Manzoni wraz ze swoim działem designu drogowych modeli Ferrari. Nieprzypadkowa więc jest tu obecność motywów stylistycznych z ostatniego drogowego – nomen omen – hiperauta marki, czyli SP3 Daytona.

Z przepisów FIA dowiadujemy się kilku kolejnych, kluczowych parametrów 499P. Koła mają średnicę 28 cali, silnik waży 165 kg, elektryczna część napędu generuje 272 KM, a całość 680 KM. Moc ta przekazywana jest na wszystkie cztery koła od określonej w regulaminie prędkości (startuje z napędem na tył).

Więcej więcej informacji Ferrari oficjalnie nie podaje, ale mi udało się potwierdzić jeszcze kilka kluczowych faktów w rozmowie z Ferdinando Cannizzo, głównym inżynierem odpowiedzialnym za rozwój tego fascynującego modelu. Jego serce stanowi trzylitrowa jednostka V6 typoszeregu F163 z nowego modelu 296 GTB, ponieważ jej konfiguracja stanowi optymalny balans pomiędzy wydajnością, wytrzymałością i niewielkimi wymiarami zewnętrznymi.

Sam silnik nie różni się jakoś dramatycznie od tego, który znajdziemy w drogowym Ferrari. Podłączono jednak pod niego wyczynową, siedmiobiegową skrzynię sekwencyjną Xtrac oraz hybrydowy układ MGU-K (zbliżony, ale nie identyczny z tym z Ferrari F1-75 z Formuły 1).

Miałem szansę porozmawiać również z kierowcami testowymi zespołu, którzy od kilku miesięcy usilnie rozwijali 499P jeszcze w zamaskowanej formie na torach w różnych częściach świata. Nie chcą zdradzić za wiele, choć udaje mi się od nich dowiedzieć, że bolid ten prowadzi się nadspodziewanie łatwo, i jest… wygodny. W środku ma podobno dość dużo miejsca; komfort w tym zakresie jest ważny tak z perspektywy zachowania wydajności przez kolejne godziny jazdy, jak i wszechstronności pod kątem różnych kierowców.

W przyszłości 499P będzie udostępniane również prywatnym zespołom, choć start w przyszłorocznym 24h Le Mans zostanie ograniczony do zespołu fabrycznego. Skład kierowców nie został jeszcze potwierdzony. Można jednak przypuszczać, że będą oni pochodzili z programu wyścigów GT prowadzonego przez współpracujący już od wielu lat z Ferrari włoski zespół AF Corse. Maranello będzie korzystało z ich ogromnego doświadczenia w wyścigach długodystansowych, dlatego też w przyszłym sezonie będziemy kibicować zespołowi oficjalnie nazwanemu Ferrari AF Corse.

Pierwsza okazja do tego kibicowania i przekonania się jak radzi sobie 499P na tle konkurencji nastąpi już w połowie marca na pierwszej rundzie Mistrzostw WEC na 1000 miles of Sebring. Nowy bolid Ferrari zmierzy się z legendarnym 24h Le Mans w dniach 10-11 czerwca 2023 r.

 

Inne aktualności
Salon Ferrari Katowice ogłoszony najlepszym showroomem Ferrari na świecie Jubileuszowa Corsa Baltica 2022
Pokaż wszystkie aktualności